wtorek, 7 kwietnia 2015

Opowiadanie- Elf na skraju...

Uciekam, nie pierwszy raz, zresztą. Znowu ktoś mnie widział, będzie chciał mnie zniszczyć. Boje się życia, istot dookoła mnie. A to tylko początek...
Urodziłam się dawno temu, gdy świat był pełen uroku, zazieleniony od niechybnie zbliżających się pór deszczu. To było tak dawno, nie było technologii, za to byli farmerzy zbierający zborze. Ludzie nas się nie bali. Byliśmy dla nich dobrym znakiem.
Zawsze uwielbiałam wodę, wraz z resztą moich towarzyszy wieczorami siadaliśmy na brzegach jezior, i nasłuchiwaliśmy cykania świerszczy, oraz rechotu żab. Zaś rankami ożywialiśmy świat wesołymi pieśniami, radośnie chlupiąc się w wodzie. Teraz mam łzy w oczach na wspomnienie tamtych lat. Cieszyłam się.
Potem nadeszły katastrofy...
Rozpoczęło się niewinnie. Kilka wyciętych drzew by chłop mógł wybudować chałupę, następne kilka, na drobne pole na warzywa. Ale ludzi przybywało więcej, ku naszemu przerażeniu. Doszło w końcu do wycinek całych lasów. Musieliśmy uciekać. Nowe miejsca, nowi ludzie. Oni nas nie znali, strach im zasłaniał oczy, i doszło do rzeźni. Byliśmy dziesiątkowani. Trzeba było się ukryć.
Tradycje umierały, ludzie się zmieniali, nastał czas wojen. Ludzie ginęli, zresztą nie tylko oni. Moi bracia padali, jeden po drugim. Z tysiąca została nas garstka.
Pewnego, szarego dnia, ja i moje siostry udałyśmy się nad jezioro, jedno z ostatnich, które nam zostało. Byłyśmy zbyt nieuważne, nie zauważyłyśmy ludzi. Oni zaczęli nas łapać, moje towarzyszki, jedna po drugiej były chwytane. Po tej tragedii zostałam sama.
Teraz, siedząc na kamieniu, myślę, czy życie dalsze ma sens. Zostałam osamotniona. Tak bardzo mnie to boli, to co kiedyś kochałam zniknęło. Może to też mój czas by zgasnąć?
Nie!
Moi bracia by się nie poddali! Jeszcze żar życia w moim sercu się pali!
Musze walczyć...
Musze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz